magazine
Zacznijmy nietypowo – miałam już po dziurki w nosie obróbki zdjęć jedynie z poziomu smartfona. Tylko że obróbka zdjęć na laptopie, przy przeskakującym kursorze myszki też nie bywa bajecznie przyjemna. Wtem zrodził się w mojej głowie pomysł o wdzięcznej nazwie TABLET GRAFICZNY. Później poszło już lawinowo – jaki wybrać? Czym się kierować? Jak nie zbankrutować? No więc… porozmawiajmy!
Czas odpowiedzieć sobie na kilka kluczowych pytań, które pomogą płynnie przejść do kolejnej części tego artykułu – samej recenzji. Jeżeli masz ochotę, to bez skrępowania pomiń kilka wstępnych nagłówków, bo te skupiają się na wytłumaczeniu samej idei korzystania z tabletów graficznych. Wybaczę to drobne przewinienie. Chyba.
Na początku musisz wiedzieć jedno – ten wpis powstał dzięki niezwykle przyjemnej współpracy z marką Huion. Sprzęt jest ich, ale opinia moja. No, jeszcze pomoc w doborze produktu również leżała po ich stronie – a w dalszej części wpisu przekonasz się, czy są oni dobrzy zarówno w doradzaniu, jak i w oferowaniu dobrego sprzętu.
Dlaczego akurat tablet graficzny, skoro mowa głównie o zdjęciach?
Jeżeli jesteś laikiem w tym temacie – to doskonale Cię rozumiem, gdyż startowałam dokładnie z tego samego poziomu. Co prawda kilka lat temu skusiłam się na jeden tablet, taki przystępny cenowo i oferowany przez renomowaną markę, ale musimy sobie powiedzieć szczerze, że był to niezły klops. I to nie taki z IKEA. Oprócz designu lubiłam w tym sprzęcie głównie jego cenę. Użyłam kilka razy, rzuciłam w kąt, a po czasie okazało się, że ta droga deska nie-do-krojenia wyzionęła ducha. No zdarza się, pech lubi się przypałętać.
Tablet graficzny: to wybrać z ekranem czy bez ekranu?
Wtedy wiedziałam już, że tablet graficzny bez ekranu nie do końca wpisuje się w moje upodobania. Tak – do wyboru mamy klasyczny tablet, przypominający ten, który część z nas używa zamiast komputera czy smartfona, jak i wersję z jednolitą powierzchnią, służącą jedynie jako pole manewru dla rysika. Taki tablet jest lekki i trudniej go (tak sądzę) przypadkowo uszkodzić. Spotkać można się z takim określeniem, jak tablet piórkowy. W moim przypadku nauka użytkowania i wyczucia sprzętu bez ekranu była jednak zbyt frustrująca, dlatego jeżeli interesuje Cię wariant bez ekranu – postaraj się uprzednio go przetestować. Serio, ten jeden raz zaufaj randomowej babie z internetu.
Czy najważniejszy jest rysik?
Piękno tabletów graficznych tkwi najpewniej w rysiku, i tak sobie myślę, że to właśnie przez niego odczuwamy silną potrzebę wymiany klasycznego touchapada bądź myszy na coś znacznie wygodniejszego. Przyjemnego i dobrze znanego – chociaż nie wiem jak to wygląda u młodszego pokolenia, ale gdy mnie uczono w szkole pisania piórem atramentowym, to wyrobiłam sobie nawyk sięgania po coś do bazgrania, gdy tylko jest w moim zasięgu. Zabrzmiało boomersko, wiem. Faktem jest, że gdy rysik dobrze leży w dłoni, nagle otwiera się przed nami całe morze możliwości – począwszy od rysowania, szybkiej pracy na warstwach zdjęcia, aż po precyzyjne oznaczanie elementów i wymazywanie ich z grafiki w trzy sekundy. Przydatne, czyż nie?
HUION KAMVAS 13 – wszyscy o nim mówią, ale czy wszyscy chwalą?
Z tym wszyscy, to być może trochę przesadziłam. Chodziło mi głównie o środowisko grafików i osób, które z tabletami graficznymi mają do czynienia na co dzień. Dla reszty, czy przeciętnych użytkowników social mediów, nazwa marki może brzmieć trochę zagadkowo. Gdy jednak zaczęłam poszukiwania sprzętu idealnego, natykałam się między innymi na pozytywne recenzje sprzętów Huion (a tych jest ich trochę), a szczególnie modelu Kamvas 13 oraz jego młodszego, nieco droższego brata, czyli Kamvas Pro 13.
Dlatego już od pierwszej chwili wiedziałam, dlaczego w rozmowie z marką zaproponowano mi między innymi wariant Kamvas 13 – ma to być sprzęt doskonały dla osób początkujących, ale przede wszystkim tych użytkowników, których nie przekonuje tablet bez ekranu. Co więcej, to właśnie ten wariant powinien sprawdzić się doskonale przy obróbce zdjęć. A ja to sprawdziłam!
Pierwszy raz, czyli jak podłączyć urządzenie do komputera
Nie wiem, z czym przychodzi mi się zmagać w życiu, ale przeczytanie instrukcji obsługi zawsze jest dla mnie sporym wyzwaniem. Dlatego ubóstwiam urządzenia, które są tak intuicyjne, że dołączona do nich książeczka składa się dosłownie z klilku stron. Tak jest i tutaj! Pierwszy raz z Huion Kamvas 13 jest przyjemny, chociaż bardzo krótki. Instalacja odpowiednich sterowników oraz poprawne połączenie z komputerem trwa dosłownie chwilę. Najważniejsze informacje znajdziemy też na stronie producenta. Można nawet rzec, że unboxing samego pudełka zajmuje dłużej niż przygotowanie tabletu graficznego do pracy.
Design urządzenia – jest pięknie, czy może nie koniecznie?
Jestem jedną z tych osób, dla których kwestia wizualna ma bardzo duże znaczenie. Design oceniam jednak zawsze poprzez zwrócenie uwagi nie tylko na estetykę, ale również funkcjonalność. Tutaj jedno idzie w parze z drugim. Mój model to klasyczna, elegancka czerń, chociaż w sieci można znaleźć też wariant fioletowy i zielony. Waga? Krótko mówiąc – odpowiednia. Tablet nie jest ani za lekki, ani za ciężki, dlatego dobrze leży w dłoni, a ja najczęściej opieram go o koloana. Zdarza się, że kładę go na biurku, a w tym wszystkim nie odczuwam potrzeby dokupienia dodatkowej podstawki.
Koniecznie chcę zwrócić uwage na osadzenie portów. Te są na tyle głębokie, że trudniej tutaj o przypadkowe wyrwanie kabla czy przypadkowe uszkodzenie wejścia. Ma to jednak pewnien minus – w dalszej części opowiem coś więcej o podłączeniu tabletu do telefonu, a tutaj wymagany będzie zakup kabla o bardzo wąskiej główce, rzadko spotykanego na polskim rynku.
Z kwestii funkcjonalości sprzętu, kluczowe będzie wskazanie antypoślizgowych nakładek znajdujących się na pleckach urządzenia oraz ekranu, który nie jest dotykowy. To zarazem plus, jak i minus. Tablet reaguje wyłącznie na rysik Huion, a my nie martwimy się o przypadkowe kliknięcia, gdy dotkniemy ręką ekranu. Ten natomiast ma przyjemną powierzchnię, która potęguje uczucie rysowania po papierze.